poniedziałek, 28 lipca 2014

Green box-owy zawrót głowy!

Jakiś czas temu zachęcałam Was do wzięcia udziału w przedsięwzięciu Green Box. Świetna inicjatywa kosmetyczna, zorganizowana przez Patrycję i polegająca na wymienianiu się naturalnymi zestawami kosmetycznymi. Wzięłam udział w zabawie z ogromną przyjemnością, ale też i lekką obawą, bo przecież dogodzić kosmetycznie kobiecie to nie lada wyzwanie... A do tego kobieta "nieznana", więc i zadowolić trudniej :).

Wracając do domu z zapartym tchem, wypiekami na twarzy i szybszym biciem serca czytałam wpis Żan na jej świetnym blogu usmiechnieteoczy, dotyczący mojej przesyłki green box-owej, która dzisiaj właśnie do niej dotarła.
I wyobraźcie sobie, że po przekroczeniu progu zastałam nic innego jak przesyłkę od Żan :). Cóż za zgranie!

Przesyłka od razu skradła me serce - Żanetka zapakowała kosmetyki w absolutnie cudowny, zamykany koszyczek! Uwielbiam takie koszyki! Zapewniam, że będzie traktowany z lubością i będę w nim przechowywała same dobroci :)))


Zawartość koszyka jeszcze powiększyła mój uśmiech. Żan zadbała o zaspokojenie moich największych kosmetycznych żądzy - szamponowej, mydlanej i glinkowej. Jestem pod wrażeniem.


Wszystkie mydełka to dla mnie nowość, nie znam żadnego a zapowiadają się niezwykle interesująco. Mydło marsylskie z oślim mlekiem, błotno-solne z minerałami z morza martwego i słodkie mydełko tymiankowe.


Glinki - znam, kocham i żyć bez nich nie umiem. Bardzo lubię kupować te same rodzaje glinek z różnych źródeł celem porównania ich działania. Glinek firmy cattier nie miałam, nie mogę się doczekać ich testowania.
Gotowa maska szmaragdowa firmy fitocosmetik na bazie glinki zielonej z rumiankiem i melisą pójdzie na pierwszy ogień :). Gdybym dzisiaj nie wróciła tak późno od Młodej ze szpitala, zapewne już bym była z nią bliżej zaznajomiona. No trudno... muszę wytrzymać do jutra... dzisiaj padam na ryjka.


Szampon sylveco znam i choć nie wpasowuje się w moje wymagania włosowe, to strasznie mnie ucieszył jego widok. Mam nadzieję, że Żan się nie obrazi, ale zamierzam go przeznaczyć dla Młodej. Będzie dla niej idealny! Do operacji miała zgolone włoski :) i ma bardzo dużą bliznę pooperacyjną, która choć ładnie się goi, to jednak jest bardzo świeża. A więc taki łagodny produkt do mycia głowy i odrastających włosków jest bardzo pożądany.
Żel Rabka Spa to całkiem obca oczom mym pozycja. Jest to produkt do pielęgnacji skóry, zawierający leczniczą wodę mineralną oraz ekstrakty z żyworódki i lawendy. Chroni przed wysuszeniem, nawilża, natłuszcza, wygładza. Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawia żadnej tłustości, daje przyjemne uczucie chłodu. Idealne smarowidło dla takich nielubiących tłustej skóry osobników jak ja.


Żanetka, strasznie Ci dziękuję! Zdaję sobie sprawę ile czasu musiałaś poświęcić, żeby zgłębić tajniki moich kosmetycznych upodobań - o tym jak dokładnie to zrobiłaś świadczy zawartość tego przesłodkiego koszyczka!
Okazja do poznania Twojego bloga to dodatkowy, ogromny bonus. Będę stałą czytelniczką :).

Ogromne podziękowania dla Patrycji, która zapewniła nam tą frajdę organizując green boxa :). Kto nie wziął udziału ma czego żałować przez długie tygodnie!

PS.
Żan, Twój charakter pisma bardzo mi się podoba :).


piątek, 25 lipca 2014

SOS dla skóry od Declare

Dostałam kiedyś od mojej Elusi próbkę Declare Skinatura SOS serum - balance&sooth. Fajne było, bardzo fajne :). Jakiś czas temu wpadłam w przelocie do tkmaxxx i nabyłam owo serum za oszałamiającą cenę 44,90 zł! Deal kwartału.


Opakowanie proste, klasyczne, wyposażone w dozownik airless. Kartonik nawiązujące do trendu eko, przyjemne dla oka kolory i design.
Producent twierdzi, że serum nie natłuszcza, jest idealnym uzupełnieniem pielęgnacji zestresowanej i podrażnionej skóry. Dzięki delikatnym organicznym wyciągom roślinnym, to bardzo efektywne serum szybko i skutecznie pozbawia skórę podrażnień takich jak zaczerwienienie, podrażnienie, swędzenie, opuchlizna. Zwiększa odporność skóry na szkodliwe wpływy środowiska zewnętrznego.
No cóż.... kłócić się z nim nie będę, bo trudno zaprzeczać faktom :).


Serum ma wygląd (wybaczcie porównanie, to było moje pierwsze skojarzenie) przezroczystego gila :) :). Żelowa konsystencja, prawie bezbarwna, lekko napowietrzona. Albo mam permanentny katar, albo toniki, na które nakładam serum, zabijają jego zapach, bo mam wrażenie, że jest bezwonne. Jeśli pachnie, to musi to być zapach bardzo subtelny.


Serum pięknie i szybciutko się wchłania. Efekt wygładzenia czuję natychmiast po nałożeniu. Nie ściąga skóry, czasem leciuteńko ją napina, ale to naprawdę delikatny efekt. Od dłuższego czasu serum zapewnia mi 24-godzinną pielęgnację, oprócz niego używam tylko toników. Cera jest bardziej niż usatysfakcjonowana - stała się bardziej gładka, zyskała na elastyczności, jest sprężysta i ma ładny koloryt. Serum nawilża bardzo dobrze, jak na obecną porę roku odżywia w absolutnie zadowalającym mnie stopniu. W widoczny sposób łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację problemowych miejsc. Nie ma mowy o żadnym zapychaniu.
Minerały super na nim leżą, dobrze się trzymają, cera nie błyszczy się szybciej.


Pompka działa idealnie, można siłą nacisku stopniować ilość serum. Wydajność oceniam na bardzo dobrą - nie genialną, ale nie mam najmniejszych powodów do narzekania.

Od siebie mogę jedynie szczerze polecić serum SOS od declare. Według mnie kwota 45zł, za jaką je nabyłam, to prawdziwy hit cenowy :), "biedronka" się chowa!


czwartek, 24 lipca 2014

Pożegnanie z ecosme.pl

Pokazywałam Wam parokrotnie zakupy ze sklepu ecosme (TU, TU, i TU) . Włoskie kosmetyki naturalne bardzo przypadły mi do gustu. Strasznie żałuję, że sklep ecosme.pl, w którym można je było nabyć, właśnie kończy działalność...
Z powodu likwidacji sklep zorganizował wyprzedaż - kosmetyki można było nabyć w niezwykle atrakcyjnych cenach! Według Właścicielki sklepu ceny zostały obniżone o 30%, ale z moich obserwacji wynika, że promocja jest w wielu przypadkach znacznie większa.
Pospieszcie się, może coś jeszcze zostało :).

Ja kupiłam te kosmetyki, na które od dawna miałam ochotę, ale których zakup wciąż odkładałam na później. Później przestało być w zasięgu ręki, więc musiałam się sprężyć.
Tym oto sposobem do mojej kosmetycznej kolekcji dołączyły poniższe cuda.


Z asortymentu firmy Bjobj wzięłam łagodzącą emulsję aloesową do ciała oraz płyn do higieny intymnej na bazie wody morskiej.
Bardzo fajnym pomysłem producenta jest wkładanie do kartonów próbek innych kosmetyków :). Strasznie mi się to podoba!


Z Italchile przygarnęłam różany krem energetyzujący o działaniu anty-age i balsam do ust. Pomadka pielęgnacyjna jest dla Was - ale o tym za przysłowiową chwilkę.


Nie mogłam się też oprzeć kosmetykom firmy Biofficina Toscana. Kupiłam miodową wersję lotionu do ciała (kocham wersję rokitnikową!), antyoksydacyjną emulsję do twarzy oraz zestaw podróżny z miniaturkami szamponu, odżywki i dobrze mi znanego, delikatnego żelu o zapachu anyżku :). W przepięknej, materiałowej kosmetyczce, znalazłam też próbkę balsamu z papryczką chili.

Zakupy świetnej jakości kosmetyków w tak okazyjnych cenach zawsze cieszą. Jednak przykro mi, że powodem mojej radości jest likwidacja ecosme, bo bardzo lubiłam ten sklep.

wtorek, 22 lipca 2014

Mumio - a co to?

Mumio kusiło mnie od dawna. Jest to balsam mineralno - organiczny w formie małych, czarnych, tabletek do rozpuszczania. Lubię takie nietypowe kosmetyki :).


Mumio występuje tylko w kilku miejscach, których dokładne położenia od wieków są ściśle strzeżoną tajemnicą. Tubylcy nazywają mumio Łzami Gór lub Krwią Gór. W Rosji jest ono uważane za skarb narodowy.
Posiadane przez mnie mumio jest, zgodnie z informacją na opakowaniu, wydobywane w górach Tien - Szan.
Na następnym zdjęciu możecie przeczytać parę słów o tym balsamicznym specyfiku :).

Mumio stosujemy po rozpuszczeniu w wodzie w proporcji 1 tabletka na 5 ml wody.
Przygotowanym roztworem przecieramy twarz, szyję lub wcieramy w skórę głowy. Mumio przyspiesza regenerację naskórka i przywraca cerze jędrność, odzyskuje ona świeży wygląd. Likwiduje podrażnienia, chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem, wzmacnia włosy, pomaga w zwalczaniu łupieżu i swędzącej skóry głowy.
Można także zrobić sobie kurację oczyszczającą - w tym celu należy jedną gazę opatrunkową nasączyć roztworem i nałożyć na twarz, zamykając oczy, na 5-10 minut. Próbowałam tej metody - faktycznie skóra jest silnie oczyszczona, mocno napięta, nieczystości wręcz wyssane. Ale muszę przyznać, że jest to nieco uciążliwe technicznie. Ciemny płyn skapuje dookoła, jeśli natomiast nasączymy za mało to efekty nie są tak dobre.
Ale jeśli ktoś ma wannę (ja nie posiadam) to można sobie taką kurację strzelić na ryjka w trakcie kąpieli :). Wówczas problem ze skapywaniem przestaje być problemem.


Jeśli nie chcecie, tak ja obecnie, wydłubywać tabletek mumio z opakowania, przechowujcie je w lodówce :). W czasie upałów tabletki robią się miękkie, przybierają postać czarnej, gęstej masy, zaklejającej przeznaczone dla nich miejsce. Bardzo trudno wyskrobać tą masę i mi nie udało się tego zrobić do końca. Dopóki temperatura nie była tak mordercza tabletki były wprawdzie lekko lepiące, ale bez problemu możne je było wydobyć w całości.

Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć jak wygląda roztwór mumio - ma postać czarnego płynu, o specyficznym i silnym, żywicznym zapachu. Ja dodatkowo czuję też wilgotne, omszałe skały, lekki powiew kościelnych kadzideł i delikatną nutkę eukaliptusa.

Początkowo czarna mieszanka lekko barwi skórę, po jakimś czasie efekt ten przestaje być widoczny, ale mam wrażenie, że nie zanika do końca. Wydaje mi się, że bardzo niewielkie przyciemnienie skóry pozostaje :), na szczęście nie mam plam, smug i jest to na tyle mało zauważalne, że spokojnie można roztwór stosować na dzień.

 
Płyn nie daje uczucia suchości w trakcie nakładania, ma trochę glicerynowy poślizg i pozostawia lekką aksamitność na skórze. Wyraźnie napina. Kremy i sera dobrze się na nim wchłaniają. Nie szczypie, nie podrażnia. Osusza problematyczne partie i silnie oczyszczając przyspiesza powrót skóry do dobrej kondycji.

Stosowany na skórę głowy bez problemu w nią wnika nie podrażniając. Ze względu na swoją balsamiczność wydłuża proces ich schnięcia. Jeśli więc myjecie włosy rano przed pracą, tak jak ja, i chcecie nałożyć na skórę głowy roztwór mumio to bierzcie pod uwagę konieczność poświęcenia dodatkowych 2 minut na suszenie suszarką. Niby dwie minuty to mało, ale z doświadczenia wiem, że rano przed pracą każda minuta ma inny wymiar czasowy niż w pozostałych porach dnia :).
Poza lekkim i prawie niezauważalnym usztywnieniem włosów u nasady oraz specyficznym zapachem skóry głowy nie stwierdziłam wpływu mumio na wygląd fryzury. Nie obciąża, nie przyspiesza przetłuszczania, nie matowi. Z uwagi na silny zapach nie stosuję przy obecnych upałach - nagrzana skóra głowy dość mocno rozsiewa wokół woń mumio, która pomimo, że nie jest brzydka, to jednak specyficzna.
Z zastosowań włosowych najbardziej przypadło mi do gustu dodawanie mniej rozcieńczonego roztworu mumio do masek włosowych. Balsam rozpuszczam w minimalnej ilości wody i mieszam z maską oraz niewielkim dodatkiem jakiegoś oleju.


Interesujący specyfik :).

Kosztuje niewiele - w formie saszetek można je nabyć w cenie 8 zł za 5g, 30 tabletek (łącznie 6g) kupiłam za 12 zł.
A jak już będziecie w podlinkowanym sklepie (nami24) kupować mumio, to skuście się od razu na olej łopianowy, o którym pisałam TU. Zresztą znajdziecie tam też wiele innych, ciekawych pozycji :).


poniedziałek, 21 lipca 2014

:) :) :) :)

Kochani, już wracam :))))
Muszę jeszcze trochę ochłonąć i dać sobie chwilę na uwierzenie, że wszystko tak się wspaniale potoczyło, ale pomału dochodzę do siebie.

Profesorowie z oddziału neurochirurgii Wojskowego Instytutu Medycznego na Szaserów w Warszawie dokonali absolutnego cudu i moje najwspanialsze na świecie dziecko w tempie błyskawicy wraca do zdrowia i sił, prawdopodobnie bez trwałych, negatywnych skutków operacji. Magicy, cudotwórcy i nasi bohaterowie! Zresztą oba oddziały, z którymi mieliśmy dość długie i intensywne kontakty, czyli oddziały neurologii i neurochirurgii, są wyjątkowe - niespotykana troska i zainteresowanie, cierpliwość, wyrozumiałość, szacunek dla pacjenta, jego uczuć i jego cierpienia. A do tego wiedza, umiejętności i doświadczenie na najwyższym poziomie. Absolutnie niesamowici ludzie.
Myślę, że nic nie stanie na przeszkodzie, aby w październiku moja najdzielniejsza córka rozpoczęła wymarzone studia, o dostaniu na które dowiedziała się tuż przed operacją :))).
Nie miałam odwagi nawet marzyć o takim przebiegu spraw!
Wciąż boję się tak do końca ucieszyć... trudno uwierzyć w to wszystko.

Dziękuję Wam z głębi swojego matczynego serca za wsparcie, troskę i ciepłe myśli :).

sobota, 12 lipca 2014

Mydło z aleppo 70%

Chwilkę wcześniej (TU) chwaliłam się Wam, że do mojej kolekcji mydlanej dołączyło mydło alep z 70% zawartością oleju laurowego.
Tak jak się spodziewałam był to niezwykle udany zakup.


Do tej pory miałam mydła alep marki Alepia. W porównaniu do nich mydło l'orient jest zauważalnie mniej wydajne. Połówka kostki znika u nas szybciej niż kawałki Alepii. Mi to nie przeszkadza, ale uprzedzam :).


Działanie typowe dla tradycyjnych kostek alep, czyli zachwycające. Efekty nieco szybsze i bardziej dogłębne niż przy niższych stężeniach. Skóra jest wygładzona, zdrowo napięta, z dnia na dzień zyskuje na kolorycie i sprężystości. Zauważyłam, że przebarwienia szybciej znikają. Problemy skórne są łągodzone, mydełko wspomaga ich leczenie i sprawia, że rzadziej nawracają.


Kostkę 70% l'orient używam oczywiście do twarzy, ale także do całej reszty ciała. Tylko włosów nim nie myje - mydła do włosów to nie moja bajka.
Pięknie zmywa makijaż. Oczyszcza cudnie. Pory świecą pustką :) i zwężają się widocznie. Mojej twarzy nie wysusza, ale ponoć różnie z tym bywa. Wręcz wydaje mi się, że ma lekkie działanie rozpuszczające zbędne pozostałości naskórka. Nie stwierdziłam też niezdrowego naciągnięcia.
Super do higieny intymnej - bez zarzutu odświeża i pielęgnuje. Dobrze wpływa na przesuszoną skórą łydek :) i łagodzi ślady po ugryzieniach robali.
Mężowi pomaga w łagodzeniu objawów alergii, która niestety objawia się również na skórze. Córka chyba kocha mydła alep tak samo jak ja, bo żel pod prysznicem stoi mocno zakurzony od czasu, gdy kostka się tam pojawiła :).
Pachnie przepięknie! Jak wszystkie kostki tradycyjnych mydeł alep. O moim zachwycie i dozgonnej miłości do nich możecie poczytać TU.


Jak zwykle podzieliłam kostkę, bo jest zbyt duża by wygodnie używać jej w całości. Niestety moje zdolności manualne zawiodły :) i nie wyszło mi to zbyt ładnie... ale za to dało ciekawy, artystyczny efekt :). Kostka 70% jest nieco ciemniejsza od tych zawierających mniej laurie.
Śliczna, prawda?



Kochani, prawdopodobnie to mój ostatni wpis na jakiś czas.
Jutro wyjazd, a na początku przyszłego tygodnia... w nadchodzącym tygodniu czas się dla nas zatrzyma a świat stanie w miejscu... 

 

poniedziałek, 7 lipca 2014

Olej z korzenia łopianu

Mowa oczywiście o powszechnie znanym i cenionym za swoje właściwości oleju firmy Nami.
Oprócz głównego składnika, olejowego wyciągu z korzenia łopianu, mamy też domieszkę uczepu trójlistkowego, pokrzywy, omanu, podbiału i skrzypu polnego. Piękne towarzystwo :).

Z nieznanych mi składników obecny jest tu oman, który według speców od ziół jest uważany za jedną z najbardziej cennych roślin. Oman był stosowany głównie jako lek silnie odkażający układ oddechowy (przy infekcjach i stanach zapalnych gardła, oskrzeli, płuc, jamy ustnej), wykrztuśny, przeciwkaszlowy, przeciwgruźliczy, przeciwprzeziębieniowy i przeciwgrypowy. Zanim wprowadzono leki przeciwko gruźlicy, antybiotyki i sulfonamidy olejek omanowy należał do najsilniejszych antyseptyków i substancji odkażających oraz przeciwgnilnych i antypleśniowych.
Stosowany zewnętrznie służy do leczenia zapaleń skóry, świądu, owrzodzeń, odleżyn.
To oczywiście zaledwie częśc jego zastosowań, ale musicie przyznać, że ciekawe z niego ziółko.


Olej z korzenia łopianu odżywia i wzmacnia cebulki włosowe, poprawia wzrost włosów, odnawia zniszczoną strukturę włosa. Pomaga zwalczyć łupież, suchość i swędzenie. Na skórę działa odżywczo, przeciwstarzeniowo i przeciwzmarszczkowo.

Olej łopianowy nie jest ani bardzo tłusty, ani mocno ciężki. Taki raczej średni. Włosy ładnie go chłoną, bez problemu wnika zarówno w nie jak i w skórę głowy. Bardzo łatwo też się zmywa i z reguły wystarczą mi standardowe 2 mycia. Dobrze spłukany nie obciąża i nie przyspiesza przetłuszczania. Włosy są po nim fajnie ciężkie, wizualnie grubsze, ale sprężyste i nie oklapnięte. Układają się bez problemu i ładnie błyszczą.
Skóra głowy jest odprężona, mniej napięta, zrelaksowana.

Od czasu do czasu kapnę też olejem do maseczek glinkowym lub nałożę na twarz - cieszy się z jego obecności. Jest gładka, ma ładny koloryt, jest dobrze odżywiona. Nie zauważyłam zapychania, ale zaznaczam, że nie stosuję oleju łopianowego na twarz regularnie, tylko sporadycznie.


Zdarza mi się też podrasować łopianem balsam do ciała. Robię to gdy moja suchość skóry woła o pomstę... Nie przepadam za olejowaniem ciała, bo nienawidzę mieć tłustej skóry. Odrobina łopianu domieszanego do balsamu jest jednak przeze mnie tolerowana, bo znacznie zwiększając siłę odżywczą i regeneracyjną smarowidła nie powoduje jego przesadnej tłustości.
Kusiło mnie przetestowanie go na rzęsach. Więc spróbowałam. Używałam jednak zbyt krótko, by zauważyć efekty. A to dlatego, że jestem zbyt leniwa na cowieczorne zdejmowanie soczewek, a mając soczewki nie nałożę przecież oleju na rzęsy... W każdym bądź razie moim zdaniem taka kuracja rzęsowa może być naprawdę świetna, a przy okazji okolice oczu dopieścimy. Nie stwierdziłam szczypania ani podrażnienia, olej pod tym względem był bardzo łagodny dla oczu.

Olej ma absolutnie fantastyczny, zielony kolor! Przecudny :). Pachnie... łopianowo :) i trochę ziołowo, mi bardzo odpowiada.